poniedziałek, 28 lipca 2025

Cisza przed burzą

 W mojej głowie roje motyli

delikatnie głaszczą i łopoczą

wszystko co najpiękniejsze w moim życiu

przyszło cichutko nocą


I dało mi spokojny sen

i opatrzyło moje serca rany

bo przyszedłeś do mnie Ty

tak wytęskniony i tak kochany


27.07.2025 r.

***

Na początku było cicho. Jakby sam lipiec cichutko przyszedł na palcach, wraz z całą swoją słodyczą. Później odezwały się koniki polne, najpierw jeden, a wkrótce dołączyły inne. Znów przyleciał pękaty trzmiel na naszą balkonową kwietną łąkę w doniczce. Spadła jedna kropla, druga i się rozpadało. W oddali dał się słyszeć grzmot. Oho, będzie burza - pomyślałam. Chyba zbyt długo zwlekałam ze spacerem, bo akurat trzeba było coś zrobić w domu. Siedziałam więc na balkonie, a wiatr suszył mi włosy. Oto są uroki lata: i ten deszcz się w nie idealnie wpasował. Może będą grzyby? Całe wieki ich nie zbierałam. Ale jeszcze pamiętam tę radość, jaka mi wówczas towarzyszyła. 

Polubiłam wieczory. Kiedy można się wyciszyć po całym dniu, odłożyć myślenie na półkę. Zajrzę tam jutro - tak mówię sobie. Teraz jest czas na książkę. I na zdrowy sen. Kładę się więc wcześnie, kiedy jeszcze zmrok i przychodzą do mnie takie ciepłe sny. W każdym z nich jesteś Ty. Ale to już materiał na kolejną opowieść. Czasem budzi mnie deszcz w środku nocy, bo zasypiam przy otwartym oknie. Odwracam się na drugi bok i śpię aż do rana. Bo wiem, że tam czeka na mnie bardzo ważna wiadomość, od kogoś zupełnie wyjątkowego w moim życiu... 

niedziela, 27 lipca 2025

List

 26.07.2025

Odległa kraina

Zenku!

Byłeś przy mnie zawsze, odkąd pamiętam. I zawsze z uśmiechem opowiadałeś mi o świecie, do którego ja nie miałam dostępu. Opowiadałeś mi tak pięknie, że nagle zapragnęłam znaleźć się tam z Tobą. Oddychać głębiej i czuć więcej. A Ty jak zawsze znalazłeś na to radę i uchyliłeś mi drzwi prowadzące do marzeń.

Najpierw niepewnie zajrzałam przez dziurkę od klucza i zobaczyłam w oddali Ciebie - przechadzałeś się po ogrodzie. W dłoni trzymałeś książkę. Zachęcona weszłam do środka. Poznałeś mnie od razu; odłożyłeś książkę i podbiegłeś do mnie. A ja nie mogłam zrobić kroku. Z emocji.

- To nic Madziu, usiądź pomału, coś na to poradzimy - ująłeś moją dłoń. Patrzyliśmy sobie w oczy zachłannie, bo widzieliśmy w nich cały ocean niespokojny.

- Już jest dobrze Zenku - wyszeptałam tuląc się do Ciebie, z oczami pełnymi łez, łez szczęścia. 

Teraz nasze dwa światy tworzą jedność. Bo miłość uzdrawia nie tylko duszę, ale też i ciało. Mogę więc Cię tulić do siebie zawsze, kiedy tylko chcę. Nie odmawiasz mi tej przyjemności, chwil pełnych bliskości...

W zdrowiu i w chorobie mogę na Ciebie liczyć. A to więcej niż mogłabym chcieć.

Dziękuję, że jesteś mój. Tylko mój Zenku. Że to mnie wybrałeś. 

Z wyrazami wdzięczności, na zawsze Twoja - Magda. 

czwartek, 24 lipca 2025

Pytam

 Pytam, dociekam, zadaję pytania i wciąż trwam w zachwycie. Czy jeśli mnie by zabrakło - czy coś by się tu zmieniło? Czy zatęsknią za mną, czy też przejdą obojętnie? Zdaję sobie sprawę z tego, że liczba dni mojego życia jest ograniczona. Sprawiły to ostatnie moje niedomagania, że drętwieją mi dłonie i już nie chodzę tak daleko jak dawniej. Planuję wycieczkę autobusem do biblioteki, bo nie mam już co czytać. Po schodach życia wspinam się powoli - jest jeszcze tyle do odkrycia...

Póki co korzystam z lata na miarę moich możliwości. Piję poranną kawę na balkonie, a z milczenia wyrywa mnie głos mamy. Rozmawiamy. To dla mnie bardzo ważne, by być wysłuchaną do końca. I wiesz, mam na sobie tę sukienkę, o której tu opowiadałam. Tak miękko płynie czas, kiedy można pomarzyć... O Tobie Zenku - jesteś głównym bohaterem moich rozmyślań. A czasem jeszcze mi się przyśnisz... Bo wiem, że życzysz mi dobrze. 

To takie budujące uczucie, że istnieje pomost zrozumienia między nami. Że karmimy się słowami - to strawa dla naszego ducha. Wiem, gdzie szukać, aby Cię odnaleźć. Między słowami piosenki. Na karteczkach wspomnień. W treści lata. I zawsze bądź mi tak bliski. Tak czuły. Odwiedzaj mnie o poranku i opowiedz mi swoją własną historię. O pracy. O wakacjach. O lesie. Bo miłość plecie najbarwniejsze kobierce. Utkane z delikatności i w cieple serc. A ja się właśnie zasłuchałam... Zaufałam. 

piątek, 18 lipca 2025

Przygotowania do imienin

 Trwają przygotowania do imienin. Wszak to już lada dzień! 

Wczoraj miałam taki przykry incydent; bo jak tu włożyć sukienkę, gdy drętwieją dłonie i stopy? Nie miałam wyjścia, tylko uciec w sen i rzeczywiście przyniósł mi on ukojenie. Teraz będzie już zdecydowanie lepiej; nie ma innego sposobu. Tylko idąc do przodu - nie cofając się - można dojść do celu.

A ja miałam wrażenie, jakby od marzeń dzieliła mnie jakaś niewidzialna ściana. Pora ją zburzyć siłą ducha. Wpuścić światło do pokoju - na świecie jest tak pięknie! Warto celebrować takie z pozoru nic nie znaczące momenty, bo z czasem okazuje się, jak są one dla nas ważne.

Podsumowując: mam wspaniałą rodzinę i Ciebie, mój kochany przyjacielu słowa. Więc nie kłopocz się o mnie, bo ja wbrew pozorom jestem dość silna. Zobaczysz, ja jeszcze włożę tę sukienkę! Jeszcze zatańczę w deszczu, na łące, wśród cykających świerszczy. Jeszcze dojdę aż tam, dokąd warto zmierzać.

W stronę marzeń. Ale tylko z Tobą Zenku... 

Póki co jem czereśnie i popijam malinowym sokiem, osładzam sobie życie. Piękna, biała sukienka w niebieskie kwiaty, ptaki i motyle wisi na wieszaku i czeka na swój dzień. Wiem, że nadejdzie...

poniedziałek, 14 lipca 2025

Zapach lata

 Lato ze wszech stron przenosi mnie w inny wymiar, zapachem lawendy na balkonie i wrotyczy na łące, której nie brakowało na dzisiejszym spacerze. Bo trzeba Ci to wiedzieć Zenku, że dzień bez tego widoku jest dla mnie dniem straconym. Pachniało więc kwieciem i czymś bliżej nieokreślonym, chyba szczęściem w mojej głowie, bo napisałeś do mnie Ty... Wówczas zapomniałam o wszelkich niedomaganiach, bo trochę pobolewa mi w kolanie i czuję mrowienie, a także czasem niemoc, gdy wchodzę po schodach. Ale nie mówmy o tym, to minie, bo zrobiłam już serię ćwiczeń. 

Po naszej porannej rozmowie pozostał we mnie pełen nadziei apetyt na życie. Takie, jakie sobie wymarzyłam dawno temu. Tak bardzo chciałam mieć przyjaciela, któremu bym mogła opowiedzieć o swoich troskach i radościach - aż pojawiłeś się Ty, z tą chmurą tajemniczości wokół Ciebie. Tak bardzo chciałam rozwikłać wszystkie zagadki Twojego serca i chyba trochę mi się to udało z czasem. Mam nadzieję, że i ja dałam Ci się poznać, ze wszystkimi moimi słabościami, pod warstwą których kryła się tęsknota... Za miłością.

I teraz mogę powiedzieć głośno, że bardzo, ale to bardzo Cię pokochałam Zenku, tak bardzo. Nie wiedziałam, że można kogoś kochać aż tak mocno. Przelałam więc swą tęsknotę na Twoje barki, które wszak udźwigną wiele: i moje małe sprawy i wiele wrażliwości. To Ty pomogłeś mi je nieść przez życie. I tak idziemy razem przez ten świat nie wiedząc nawet o tym, co jeszcze nas czeka. I to jest takie fascynujące - ta podróż. Ku wschodzącemu w nas słońcu... 

czwartek, 10 lipca 2025

Polubiłam deszcz

 Pada z przerwami od kilku dni i choć kiedyś nie lubiłam opadów, to przyznam się, że zmieniłam zdanie. Ot tak, po prostu przyszła do mnie myśl, żeby udać się na spacer - bynajmniej bez parasolki. Najpierw trochę pokropiło, później krople zamieniły się w mżawkę i delikatnie osiadały na puklach włosów, bluzie i uśmiechniętej twarzy. Klapki też mokły pluszcząc wesoło. Zielona spódnica otulała miękko. Nie wiem, ile czasu tak szłam, pewnie długo, bo zdążyłam już przemoknąć. Ale nic to - pomyślałam. Zaszłam do kwiaciarni, doszukując się w setkach kwiatów tego jedynego. Moją uwagę przykuła trzykrotka, nazywana ,,chłopięcą główką". Była wprost idealna. Kupiłam dwie. 

Deszcz ustał, a ja wracałam do domu, z nadzieją w sercu. Umieściłam roślinki w doniczkach i zabrałam się za pomaganie mamie przy obiedzie. Zrobiłyśmy sobie spaghetti z kotletami sojowymi, w sosie pieczeniowym jasnym - mój przysmak. Bluza rozwieszona na sznurku już wyschła, przypominając o dzisiejszej eskapadzie. Tak, fajny to był dzień o którym po prostu musiałam Ci opowiedzieć.

Teraz zabieram się za czytanie książki, która jest pokarmem dla mojej duszy. ,,Świat Zofii" to wciągająca wartką akcją opowieść, w której nie brakuje wątków filozoficznych. Właściwie to taka podróż w głąb siebie. Cieszę się, że udało mi się ją wypożyczyć. Przed wieczorem pewnie oderwę się od lektury. Trochę pobolewała mnie głowa, więc nie czekając na to, aż ból się rozszaleje, wzięłam Apap. Odpłynęłam w sen...

***

Nim zakiełkuje we mnie myśl

Ja - zupełnie nowa

Przyjdę pocieszyć Ciebie

Choć boli mnie głowa


Dzień się kończy - co przyniesie kolejny?

Tego nie wiemy

Wszak ja wiem Zenku jedno

Że się nie pominiemy...


10.06.2025 r.

***

Strofy te otwierają mój nowy rozdział mieszczący się w fioletowym zeszycie. Założyłam go miesiąc temu - a teraz... jest w nim już 50 moich myśli i wierszy. Ku pokrzepieniu serc... Czasem go otwieram w dowolnie wybranym miejscu, by przypomnieć sobie, jakie towarzyszyły mi emocje, gdy pisałam te słowa. Wiem jedno, co napisałam na początku niebieskim atramentem:

,,Dla Ciebie - moje wszystko

Ja - Twoja skarbusia...". 

***

To jedna z moich ulubionych piosenek: Znowu pada deszcz kołysząc mnie do snu...

niedziela, 6 lipca 2025

Podobny zmierzch

 ,,Wielkie drzewa, kołyszące się łagodnie w ogrodzie, znieruchomiały. Zastygłe obłoki rysowały się na niebie długimi pręgami czerwieni, życie zatrzymało się jakby. Wówczas wróciło doń niejasne wspomnienie podobnych wieczorów, równie cichych. Gdzież to było?...". 

Lubię, kiedy zmierzcha. Wtedy zastygam przy oknie, w nieruchomej pozie i napawam się tym spektaklem natury. Herbata już naciąga, obok na talerzyku kruche ciasteczka i wiem, że zaraz otworzy się przede mną cudowny czas. Zawieszony gdzieś między dniem a nocą. 

Tak. Czerpię siłę od przyrody. Teraz lipy tak słodko pachną. Na mojej łące nic się nie zmieniło. Tak samo delikatnie się rumieni. Tak samo otula mnie swoim ciepłem. Koniki polne uwijają się wśród traw, napełniając powietrze słodkim graniem. 

Maja już wróciła i wszystko jest jak dawniej. Myszy wyruszą ze swoją klatką do domu. Siostra mieszka całe szczęście blisko, to 20 minut wolnego marszu od nas. Tak się zżyłam z tymi dwoma maluchami. Ale cóż, trzeba się pożegnać...

W nowy tydzień wkraczam z nową energią. Wszystko się pomału klaruje. Miłym punktem na mapie dnia będzie podróż do odległej biblioteki przez park, w poszukiwaniu papierowych perełek. Jestem tam stałym bywalcem. Bo tak bardzo lubię czytać. Już mniej więcej wiem, czego i gdzie szukać. Bowiem trzeba dodać, że książnica podlaska jest dość obszerna. 

Pogoda nam sprzyja... Prawda Zenku? To wspaniałe uczucie wiedzieć, że jest się dla Kogoś skarbem. Tyle już poranków i zmierzchów za nami, a ja cały czas wierzę w przeznaczenie, że jesteśmy sobie pisani. Oswajam tę stronę mojej osobowości z łagodnością Twojego głosu. Pragnę kochać. Pragnę czuć więcej, niż mogłabym unieść. Ta siła drzemie we mnie pod pokładami wrażliwości. Pod warstewką wspomnień jest jeszcze takie miejsce przeznaczone dla wzruszeń. A jest ich niemało...

Słucham i wzruszam się znów, szeptem do mnie mów. 

piątek, 4 lipca 2025

Pomimo odległości

 ,,Istnieje siła, która może - niezależnie od dzielących je przestrzeni - zespolić ze sobą dwie osoby, dać im poznać wzajemnie swe uczucia". - Gustaw Flaubert: ,,Szkoła uczuć".

***

Tak jest w istocie. Wystarczy, że pomyślę o Tobie i wszystko jest łatwiejsze, i wszystko się udaje. Wydawać by się mogło, że to co dotychczas zasupłane - rozwiązuje się jakąś tajemną mocą, mocą miłości, która przeczy całkowicie odległości. Krótko rzecz ujmując, dajesz mi Zenku moc. Coś, co przetrwa latami, a narodziło się dawno temu. W odległej przeszłości.

Jakże inny to był świat; dopiero się docieraliśmy. Teraz cieszymy się sobą zachłannie. Ciągle mi Cię mało i tęsknię bardzo. O tym nie przeczytam w żadnej z ksiąg. To trzeba poczuć sercem. Tak kochać można tylko raz... Z wzajemnością.

***

Kocham ten Twój spokój

i porywy serca są mi bliskie

Przeganiasz daleko mój niepokój

idziemy ku przyszłości mglistej


Tak delikatnie jak nić pajęcza

tli się nasz ogień miłości

A ja z mej strony Ci zaręczam

że zawsze będę pełna radości


I tym wierszem podzielę się z Tobą

jak kawałkiem chleba

I tak zajęci będziemy rozmową

że przychylimy sobie Nieba...


01.07.2025 r.

wtorek, 1 lipca 2025

Stęskniony każdy oddech

 Lipiec już puka do mych drzwi

A w każdej pięknej myśli jesteś Ty...

Uzależniłam się od Twojej obecności

Bym mogła choć przez chwilkę u Ciebie gościć

Zatrzymać przy sobie chmurny kolor oczu

Stanowczy półuśmiech wnet mnie zauroczy

By być przy Tobie i blisko Ciebie

Każdym oddechem poczuć się jak w Niebie...

***

Ten prosty wierszyk napisałam ostatniego dnia czerwca; gdy ciemne chmury przegania wiatr; gdy ten szum drzew odrobinę mnie niepokoi. Zamykam oczy, uciszam myśli. Biorę głęboki oddech, piję łyk kawy i... już jest lepiej. Widzisz, z Tobą wszystko wydaje się prostsze, a świat pięknieje i nabiera kolorów.

Kolorowo było dziś też na łące. Morze niebieskich kwiatów, których nazwy nie znam, otaczało mnie ze wszech stron. Szłam przed siebie wykoszoną ścieżynką, sama, ale nie samotna. W granatowej sukience, dorównywałam kolorom kwiatów. Ponieważ rankiem było chłodno, na górę założyłam jeszcze dżinsową kamizelkę. Fajny to był czas. Zrobiłam sobie zdjęcie. 

Kilka dni temu mama obcięła mi włosy, krótko, do linii ust i pomału przyzwyczajam się do tej długości. Teraz jest mi wygodniej je ułożyć; wystarczy, że rano uczeszę je grzebieniem i założę cienką, zieloną opaskę z malutką kokardką i praktycznie nie muszę niczego poprawiać w ciągu całego długiego dnia. Zdecydowałam się na ich naturalny kolor. Pozostały mi jedynie po rozjaśnianiu ich jasne końce. 

Zbliżam się pomału do puenty. Lato napawa mnie spokojem. Lato jest niekończącą się melodią grających świerszczy. Lato oplata mnie swymi szczodrymi ramionami. Lato kołysze. Lato gładzi delikatnie po ramieniu. Jest dobrze zanurzyć się w swoim świecie wszystkimi zmysłami. Ten świat należy też do Ciebie Zenku, mój marzycielu. Dobrze jest znów wymienić się myślami, aby nie zapomnieć w zgiełku dnia tego, co najważniejsze - o miłości, pokarmie dla utrudzonej duszy... 

Stęskniony każdy oddech. Przyjaciele po to są aby wspierać się. To cudowna piosenka Bogusława Meca. Posłuchaj jej razem ze mną. ,,Przeprowadzę Cię przez mrok, nie pozwolę ranić łzom".