piątek, 22 sierpnia 2025

U schyłku lata

Gorące popołudnie.

Choć widać już Jesień w przyrodzie.

Łąka kwietna przekwitła.

Słońce wcześniej chodzi spać.

A rankiem później spija rosę.

Puch unosi się nad łąką.

Ucichł śpiew ptaków.

A pod drzewkami leżą jabłuszka.

Park jest piękny nawet u schyłku lata.

A my już zapraszamy Jesień do siebie.

Z jej przygaszonym ciepłym uśmiechem.

Z jej szczodrością odcieni i rumieńcem.

Coraz bardziej ją kocham i kocham w tym wszystkim siebie.

Z niedoskonałościami i z niepewnością.

Jeszcze nieraz się pogubię, a później znów odnajdę szczęście.  

sobota, 16 sierpnia 2025

Niebieskość

 Niebo jest takie niebieskie

I trawy są takie zielone

Jasność poranka

Dosięgnęła także mnie


Kiedy szłam do sklepu

Rozpadał się deszcz

I oczyścił powietrze

I zapachniał niebem


Wiesz...

Pusto tu

W moim świecie

Bez Ciebie

***

W istocie, tak właśnie było. Deszcz zmoczył mi sukienkę. Wiesz, tę ulubioną. Zanurzyłam się w niebieskości aż po sam czubek głowy. Toczyłam walkę sama ze sobą. Rozmyślałam, aż w rezultacie znów wygrałam życie. Bo narodziłam się na nowo, w ten sierpniowy, kapiący marzeniami dzień.

Moje myśli były takie pogmatwane. Jednak ja już nauczyłam się, jak je rozplątać. Potęgą wrażliwości, której mam całkiem sporo. Napisałam, że narodziłam się na nowo, nie przypadkiem, bowiem tak się właśnie czuję. Uleczając ciało, uleczyłam też i duszę. 

Dziś mój świat jest pełen wzruszeń. Jaki polny jest ten konik. Jaka leśna ta jagoda. Jaka kwietna jest ta łąka. I tylko mi lata szkoda. Nie chcę żegnać się z porankami omdlałymi z upału. Dlatego pragnę raz jeszcze się ciepłem zachwycić. Niech wypełni mnie aż po sam brzeg serca. 

Kochającego serca. Otul mnie swą miłością Zenku. A ja przytulę Ciebie. Wiesz, jak bardzo tego pragnę. Wzbraniam się nieraz przed tym uczuciem, aby chęć zaznania ciepła nie pochłonęła mnie bez reszty. Nasza jest ta niebieskość. I nasze miękkie gesty. Bo moje lato to Ty. I spokojne sny.

*** 

PS Czy ja nadal śnię, czy to dzieje się naprawdę? Gubię się w domysłach. Jesteś tu i widzisz jak się uśmiecham, jak opowiadam Ci o swoim dniu:

Rankiem w mojej kuchni było wesoło. Jadłam brzoskwinie i kapał z nich słodki sok po mojej buzi. Wytarłam go serwetką. Bardzo lubię te owoce, kiedy są w pełni dojrzałe. Z reguły piję na śniadanie Activię, albo jem jakiś jogurt. Bo to pobudza mój apetyt. 

Popołudniu czytałam książkę o świecie w aspekcie filozoficznym. Aż odpłynęłam w sen. Kiedy zregenerowałam się trochę, to był dobry czas na spacer. Tak pod wieczór na bezchmurnym niebie przelatywały jaskółki. Znów oderwałam się od ziemi i pragnęłam poczuć się jak one, wolne. 

Szybko nadeszła noc i przyniosła ukojenie. Rzadko jest tak, abym o niczym nie myślała. Tak było dzisiaj. Bez zbędnych słów i niedomówień udałam się na odpoczynek. Niby nie robiłam nic szczególnego, ale od codziennego biegania po sklepach bolały mnie nogi. Nic to. Jestem szczęśliwa... 


Dziś mam dla Ciebie garść malin. Niech osłodzą nam dzień i będą pretekstem do spotkania w naszym świecie pełnym niebieskości. Wiesz, że nie lubię mówić wiele. Zwykle unikam patosu i wolę swoją ciszę. Zamiast trudnej rzeczywistości, śnię na jawie. To wszystko wiesz i nadal jesteś przy mnie...

Może to miłość, Zenku? Pewnie tak. A serce jest mą busolą. 

sobota, 9 sierpnia 2025

Echa dawnych dni

08.08.2025 r.

Nadciąga cichy wieczór.

Otwarte okno na oścież. 

Powietrze nieruchome.


Jest dobrze.

Chwytam się tej myśli.

Jestem też ciekawa.

Co dzisiaj się przyśni.


Wczoraj wstałam.

W nocy.

Brałam tabletkę.

Bo bolała mnie głowa.


Dziś czuję spokój.

Tak jakbym zaczynała.

Śnić od nowa.


O Tobie.

I przy Tobie.

Ciepłe myśli moje.

Widzisz.

Świat się zatrzymał.

Dla nas dwoje.

***

Przechodzę tędy prawie codziennie. Obok budynku mojego Liceum. Zaglądam w okno sali biologicznej - nic się tam nie zmieniło. 

Wspominam panią Halinę. Tak bardzo mi wówczas pomogła. 

Pamiętam każdą chwilę. 

I czuję wdzięczność.

Za wiedzę, którą stamtąd wyniosłam. 

***

A dzisiaj rankiem pachniało świeżo skoszoną trawą. I ciepłym powietrzem. Co jakiś czas odzywał się konik polny i ptasie trele. 

Zaczynam nową, filozoficzną książkę. Niespiesznie mija czas. Piję kawę i już jestem obudzona, i mogę rozpocząć nowy dzień. Z uśmiechem.

Ciepło owiewa mi twarz. Nie myślę o niczym szczególnym.

Wystarczy mi, że Jestem...  

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Kartka z pamiętnika marzycielki

 To była wyjątkowa niedziela, dlatego postanowiłam tu o niej wspomnieć choć przez chwilę. 

Kiedy rankiem nakładałam pomarańczowy cień na powieki nawet nie przypuszczałam, jak ten mały akcent kolorystyczny odmieni mój dzień. Dodając mi przede wszystkim odwagi i siły. Lubię kiedy nie jestem pomijana w kolejce do marzeń. 

Otworzę tylko mój pamiętnik na odpowiedniej stronie. Posłuchaj:

,,Na spacerze było cudownie. Świeciło słoneczko, co jakiś czas chowając się za chmurkami przypominającymi do złudzenia bezy. Poszłam tam, gdzie zostawiłam swoje marzenia. Na spotkanie wybiegła mi czarna kotka i przez chwilę dała się pogłaskać. 

Nad stawem wiał delikatny wiaterek, marszcząc taflę wody, po której ślizgały się srebrne punkciki. 

Później - korzystając z tego, że w parku nie było ludzi - po prostu zdjęłam klapki i pochodziłam w koło po nagrzanym asfalcie. Miłe to było uczucie. Na mostku dostrzegłam ważki, ciemnoniebieskie. 

Świeżo umyte włosy rozwiewał wiatr. Podobnie jak sukienkę. Zielone okulary chroniły oczy przed słońcem. Usiadłam przy małej jabłonce i oddałam się marzeniom. Spodobałoby Ci się tutaj - pomyślałam zuchwale.

PS Trudno w to uwierzyć, ale to był mój pierwszy daleki spacer od tygodni. Dałam radę i rozpierała mnie duma. 

Zdecydowałam się więc wyjść jeszcze pod wieczór. I znów było pięknie, pomimo burzowych chmur. Tak rzadko spaceruję o tej porze. Wracałam zadowolona. Powietrze inaczej pachniało i spadło kilka kropel deszczu. Minęłam sąsiada, wymieniając się krótkimi spojrzeniami. 

Umyłam klapki, odświeżyłam wspomnienia i przygotowałam ubranie na jutro - krótkie miętowe spodenki i koszulkę. Kto wie, co jutro mnie czeka?". 

Taki to był dzień i nowy rozdział mojego życia... Dlatego muszę być silna. Kiedy jak nie teraz? 

Nie potrafię ukrywać myśli, pragnień, wzruszeń, ani tym bardziej marzeń. Dziękuję Ci, że po prostu jesteś. Mój zupełnie wyjątkowy czytelniku. Prawda, że marzyć jest pięknie? Z czasem te wszystkie chwile utworzą kolorową bransoletkę, o której nigdy się nie zapomina... I którą nosi się zawsze przy sobie. Dokądkolwiek się udamy. 

piątek, 1 sierpnia 2025

Ten blask, który inni we mnie dostrzegają

 NOC

Przez palce patrzę na świat

Nieruchomieję w zachwycie

Zawieszona między nocą

A przepastną przestrzenią dnia

Od ponad czterech dekad

Patrzę na ten krajobraz

Co jest mi bliskie

Jest tak daleko

Pragnę uchwycić Twą dłoń

I położyć na sercu

Wszystko czego potrzebuję

Mieszka w słowach

W naszych rozmowach

I nad srebrną rzeką

Zapomnienia

29.07.2025 r.

***

DZIEŃ

Czuję się taka kochana. Piękna i zrozumiana. Wysłuchana do końca z uwagą. On jest taki na mnie uważny i wysoce wrażliwy. Wiem, że marzy, aby być ze mną; by owiewał nas ten sam wiatr, a powietrze pachniało tą samą słodyczą. Te same słonko zaglądało nam w twarz. By jego szare oczy kąpały się w moich zielonych. Byśmy stali nad tą samą rzeką zapomnienia...

30.07.2025 r.