niedziela, 6 lipca 2025

Podobny zmierzch

 ,,Wielkie drzewa, kołyszące się łagodnie w ogrodzie, znieruchomiały. Zastygłe obłoki rysowały się na niebie długimi pręgami czerwieni, życie zatrzymało się jakby. Wówczas wróciło doń niejasne wspomnienie podobnych wieczorów, równie cichych. Gdzież to było?...". 

Lubię, kiedy zmierzcha. Wtedy zastygam przy oknie, w nieruchomej pozie i napawam się tym spektaklem natury. Herbata już naciąga, obok na talerzyku kruche ciasteczka i wiem, że zaraz otworzy się przede mną cudowny czas. Zawieszony gdzieś między dniem a nocą. 

Tak. Czerpię siłę od przyrody. Teraz lipy tak słodko pachną. Na mojej łące nic się nie zmieniło. Tak samo delikatnie się rumieni. Tak samo otula mnie swoim ciepłem. Koniki polne uwijają się wśród traw, napełniając powietrze słodkim graniem. 

Maja już wróciła i wszystko jest jak dawniej. Myszy wyruszą ze swoją klatką do domu. Siostra mieszka całe szczęście blisko, to 20 minut wolnego marszu od nas. Tak się zżyłam z tymi dwoma maluchami. Ale cóż, trzeba się pożegnać...

W nowy tydzień wkraczam z nową energią. Wszystko się pomału klaruje. Miłym punktem na mapie dnia będzie podróż do odległej biblioteki przez park, w poszukiwaniu papierowych perełek. Jestem tam stałym bywalcem. Bo tak bardzo lubię czytać. Już mniej więcej wiem, czego i gdzie szukać. Bowiem trzeba dodać, że książnica podlaska jest dość obszerna. 

Pogoda nam sprzyja... Prawda Zenku? To wspaniałe uczucie wiedzieć, że jest się dla Kogoś skarbem. Tyle już poranków i zmierzchów za nami, a ja cały czas wierzę w przeznaczenie, że jesteśmy sobie pisani. Oswajam tę stronę mojej osobowości z łagodnością Twojego głosu. Pragnę kochać. Pragnę czuć więcej, niż mogłabym unieść. Ta siła drzemie we mnie pod pokładami wrażliwości. Pod warstewką wspomnień jest jeszcze takie miejsce przeznaczone dla wzruszeń. A jest ich niemało...

Słucham i wzruszam się znów, szeptem do mnie mów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz