Masz takie oczy zamglone
spokojne jak ranny wiatr...
A moje takie zielone
w nich czytasz cały mój świat...
Masz takie usta czerwone
zupełnie takie jak ja...
Tak delikatnie rozchylone
opiewające ten świat...
Masz takie dłonie zamszowe
prowadzące mnie przez noc...
Pachnące i konwaliowe
miękkie niczym koc...
Masz takie dobre serce
pozbawione fałszywych nut...
Swe składam Ci w podzięce
za mego życia cud...
Białystok, 24.03.2026 r.
***
Ludzie wrażliwi są zawsze gotowi się cieszyć, wzruszać zachodem słońca, lub śpiewem ptaków. Właśnie w takich momentach mogą sobie najlepiej uświadomić swoją odmienność. Chcą podzielić się swoim zachwytem z innymi, często spotykając się z niezrozumieniem. Takie osoby zachowują radość życia, często stłumioną, lecz potężną i gotową odrodzić się w pierwszych promieniach słońca.
Często usuwają się na bok. Mają tak bujną wyobraźnię, że ich marzenia stają się bardziej realne i przyjemniejsze niż rzeczywistość. W ten sposób uczą się przenosić w świat wyobraźni, gdy świat realny ich rozczarowuje. Ta wirtualna rzeczywistość może być bardzo rozbudowana, a także pełna cudowności. Odpowiada ich wartościom: wreszcie mogą być sobą i wykorzystać z całym spokojem wszystkie swoje umiejętności. Są tam otoczeni przyjaciółmi, którzy ich rozumieją i kochają takimi, jacy są.
Często czytają w myślach rozmówcy, ledwo ci otworzą usta, usiłując zawsze ich zadowolić. Strach przed odrzuceniem i opuszczeniem sprawia, że łatwo dają się zasugerować.
Odnalezienie prawdziwego ,,ja" daje poczucie bezpieczeństwa, spokoju i spełnienia. Masz prawo być smutny, gdy nie znajdujesz zrozumienia.
Nie masz obowiązku dowodzić swojej wartości. Jesteś doskonały w swojej niedoskonałości. Bo odczuwasz ten świat sercem przez co nieraz stajesz się bezbronny.
I wtedy z pomocą przychodzi Ci poezja - a w niej zatopiona cicha mądrość nad otaczającym światem. Ja zaczęłam pisać dość późno, bo wcześniej jakoś nie wierzyłam w swoje umiejętności. Ale z czasem nabrałam pewności siebie i odwagi. Tak, tej ostatniej mi bardzo brakuje. I tak powstał jeden krótki wiersz, następnie drugi nieco dłuższy i teraz jest ich ponad setka w moim fioletowym zeszycie, w którym już nie ma miejsca na luźne notatki. Nauczyłam się pisać sama, korzystając jedynie z nabytych w szkole umiejętności i z przeczytanych książek.
Tak, kocham pisać. Poezja jest dla mnie ratunkiem, kiedy w nocy się budzę i nie mogę na powrót usnąć. Wówczas sięgam po kartkę i długopis i zapisuję swoje najgłębsze myśli. Mama w kuchni czyta. W pokoju jest cicho, słychać jedynie szmer przekładanych kartek. Jako że byłam przeziębiona, to tym samym bardziej wrażliwa i łagodna dla siebie. Oto co napisałam:
Pęknięcie w moim sercu
nie jest już otwartą raną
nauczyłam się jak z nim żyć
teraz wypełniam je słowami
i wybieram bezpieczną przyszłość
taką w której nie ma miejsca
na smutek i bylejakość
bo jest ktoś z kim
chcę dzielić moje radości na pół
z kimś kto przyłożył
plasterek ciepły na moje rany
ktoś dawno już poznany
z kim mogę porozmawiać o wszystkim
kto mnie docenia scala i rozumie
z kim nie zginę w tłumie
miłość stała się dla mnie wybawieniem
wiem którą ścieżką chcę podążać
ale tylko z nim uda mi się
oswoić demony przeszłości...
Białystok, 27.03.2026 r.
Zenkowi - z miłością
Dziękując za wszystko, co było i co jeszcze przed nami.
Z Tobą nawet gwiazdy świecą za dnia...
PS Wiersz na początku jest jednocześnie piosenką, do której ułożyłam melodię i teraz zawsze na spacerze cichutko ją sobie nucę. Bo musisz wiedzieć, że bardzo lubię śpiewać, od najmłodszych lat. Z czasem moje kompozycje nabierały rumieńców, bo odkąd poznałam Ciebie - zmienił się cały mój świat. Masz w sobie to wszystko, czego szukałam w ludziach przez długie i samotne lata. W moim sercu kłębiły się emocje, a umysł podpowiadał słowa. Dlatego moje wiersze są pełne tęsknoty za miłością. Nieraz smutne, innym razem radosne. Nastrój zmienia się u mnie w zależności od pory dnia. O poranku jestem pełna siły do działania. Wieczorem nieco wycofana w głąb siebie. Nocą smutna. Bo nie ma Cię obok mnie. Nikt mnie nie okrywa kołdrą i nie poprawia poduszek. Czasem sen przychodzi dopiero nad ranem... Przesiąknięty łzami bezradności. Czemu Cię nie ma na odległość dłoni? Czemu mówimy do siebie wierszami? Gdy Ci to piszę, u mnie wieczór. Gdy to przeczytasz będzie poranek.
Ale masz we mnie swoje miejsce. Ono jest w moim sercu. Cichutkie i pachnące fiołkami. Otulone anioła skrzydłami. Abyś już nigdy mi nie odfrunął w świat. Pragnę Cię zatrzymać.