wtorek, 31 marca 2026

Cudowna wrażliwość

 Masz takie oczy zamglone

spokojne jak ranny wiatr...

A moje takie zielone

w nich czytasz cały mój świat...


Masz takie usta czerwone

zupełnie takie jak ja...

Tak delikatnie rozchylone

opiewające ten świat...


Masz takie dłonie zamszowe

prowadzące mnie przez noc...

Pachnące i konwaliowe

miękkie niczym koc...


Masz takie dobre serce

pozbawione fałszywych nut...

Swe składam Ci w podzięce

za mego życia cud...


Białystok, 24.03.2026 r.


***

Ludzie wrażliwi są zawsze gotowi się cieszyć, wzruszać zachodem słońca, lub śpiewem ptaków. Właśnie w takich momentach mogą sobie najlepiej uświadomić swoją odmienność. Chcą podzielić się swoim zachwytem z innymi, często spotykając się z niezrozumieniem. Takie osoby zachowują radość życia, często stłumioną, lecz potężną i gotową odrodzić się w pierwszych promieniach słońca.

Często usuwają się na bok. Mają tak bujną wyobraźnię, że ich marzenia stają się bardziej realne i przyjemniejsze niż rzeczywistość. W ten sposób uczą się przenosić w świat wyobraźni, gdy świat realny ich rozczarowuje. Ta wirtualna rzeczywistość może być bardzo rozbudowana, a także pełna cudowności. Odpowiada ich wartościom: wreszcie mogą być sobą i wykorzystać z całym spokojem wszystkie swoje umiejętności. Są tam otoczeni przyjaciółmi, którzy ich rozumieją i kochają takimi, jacy są. 

Często czytają w myślach rozmówcy, ledwo ci otworzą usta, usiłując zawsze ich zadowolić. Strach przed odrzuceniem i opuszczeniem sprawia, że łatwo dają się zasugerować.

Odnalezienie prawdziwego ,,ja" daje poczucie bezpieczeństwa, spokoju i spełnienia. Masz prawo być smutny, gdy nie znajdujesz zrozumienia.

Nie masz obowiązku dowodzić swojej wartości. Jesteś doskonały w swojej niedoskonałości. Bo odczuwasz ten świat sercem przez co nieraz stajesz się bezbronny. 

I wtedy z pomocą przychodzi Ci poezja - a w niej zatopiona cicha mądrość nad otaczającym światem. Ja zaczęłam pisać dość późno, bo wcześniej jakoś nie wierzyłam w swoje umiejętności. Ale z czasem nabrałam pewności siebie i odwagi. Tak, tej ostatniej mi bardzo brakuje. I tak powstał jeden krótki wiersz, następnie drugi nieco dłuższy i teraz jest ich ponad setka w moim fioletowym zeszycie, w którym już nie ma miejsca na luźne notatki. Nauczyłam się pisać sama, korzystając jedynie z nabytych w szkole umiejętności i z przeczytanych książek.

Tak, kocham pisać. Poezja jest dla mnie ratunkiem, kiedy w nocy się budzę i nie mogę na powrót usnąć. Wówczas sięgam po kartkę i długopis i zapisuję swoje najgłębsze myśli. Mama w kuchni czyta. W pokoju jest cicho, słychać jedynie szmer przekładanych kartek. Jako że byłam przeziębiona, to tym samym bardziej wrażliwa i łagodna dla siebie. Oto co napisałam:

Pęknięcie w moim sercu

nie jest już otwartą raną

nauczyłam się jak z nim żyć

teraz wypełniam je słowami

i wybieram bezpieczną przyszłość

taką w której nie ma miejsca

na smutek i bylejakość

bo jest ktoś z kim

chcę dzielić moje radości na pół

z kimś kto przyłożył

plasterek ciepły na moje rany

ktoś dawno już poznany

z kim mogę porozmawiać o wszystkim

kto mnie docenia scala i rozumie

z kim nie zginę w tłumie

miłość stała się dla mnie wybawieniem

wiem którą ścieżką chcę podążać

ale tylko z nim uda mi się

oswoić demony przeszłości...

Białystok, 27.03.2026 r.

Zenkowi - z miłością

Dziękując za wszystko, co było i co jeszcze przed nami. 

Z Tobą nawet gwiazdy świecą za dnia...

PS Wiersz na początku jest jednocześnie piosenką, do której ułożyłam melodię i teraz zawsze na spacerze cichutko ją sobie nucę. Bo musisz wiedzieć, że bardzo lubię śpiewać, od najmłodszych lat. Z czasem moje kompozycje nabierały rumieńców, bo odkąd poznałam Ciebie - zmienił się cały mój świat. Masz w sobie to wszystko, czego szukałam w ludziach przez długie i samotne lata. W moim sercu kłębiły się emocje, a umysł podpowiadał słowa. Dlatego moje wiersze są pełne tęsknoty za miłością. Nieraz smutne, innym razem radosne. Nastrój zmienia się u mnie w zależności od pory dnia. O poranku jestem pełna siły do działania. Wieczorem nieco wycofana w głąb siebie. Nocą smutna. Bo nie ma Cię obok mnie. Nikt mnie nie okrywa kołdrą i nie poprawia poduszek. Czasem sen przychodzi dopiero nad ranem... Przesiąknięty łzami bezradności. Czemu Cię nie ma na odległość dłoni? Czemu mówimy do siebie wierszami? Gdy Ci to piszę, u mnie wieczór. Gdy to przeczytasz będzie poranek. 

Ale masz we mnie swoje miejsce. Ono jest w moim sercu. Cichutkie i pachnące fiołkami. Otulone anioła skrzydłami. Abyś już nigdy mi nie odfrunął w świat. Pragnę Cię zatrzymać. 

poniedziałek, 23 marca 2026

Bez kolejki przyjmij mnie

 Tak dziś było pochmurnie rankiem, kiedy otwierałam zaspane powieki. Gęste chmury wisiały nad miastem, obwieszczając deszcz. Deszcz jednak nie spadł. Mama śpiewała wesoło w kuchni, gotując dla nas pomidorówkę, którą uwielbiam. Poszłam do łazienki, wykąpana i pachnąca udałam się po pieczywo do sklepu. W mojej głowie nie istniała żadna myśl. Po powrocie, wypakowałam zakupy i pożegnałam się z Mamą, która już wyruszała do mojej młodszej Siostry. Zostałam więc sama w domku. Pomyślałam, że pójdę na krótki spacer i tam, wśród chmur wykluła się myśl - że chyba napiszę do Ciebie, Przyjacielu Słowa. I tak oto powstała w mojej głowie historyjka. Usiądź wygodnie i posłuchaj proszę.

Po raz pierwszy od bardzo dawna pomyślała o sobie dobrze. Zawsze pełna kompleksów, zahukana, finansowo biedna, na końcu każdej życiowej kolejki. Podniosła głowę, wyszła z łazienki, włożyła ładną sukienkę, a zaraz potem napisała do Zenka: Hej, co słychać w pracy?

Odpisał natychmiast, że kocha, że tęskni, że tuli i całuje jej zmęczone stopy. I nagle to wszystko do niej dotarło ze zdwojoną mocą. Z osoby, której wszyscy zdawali się nie zauważać, stała się po cichu kimś ważnym. Zawdzięczała to Zenkowi. To on, słuchając jej opowieści, wyciągnął odpowiednie wnioski, zwrócił uwagę, jak wiele się dzięki niej w jego życiu zmieniło. 

Jako pierwszy postawił ją w centrum, jakby oświetlił swoim spojrzeniem i powiedział: Jesteś ważna, piękna, wartościowa. Poczuła się jak ktoś najcenniejszy. Popatrz, jak to się wszystko poukładało - westchnęła tylko. Magda znalazła miłość w miejscu, w którym najmniej można byłoby się tego spodziewać. Najpierw na facebooku, a później ich konwersacja rozwinęła się na instagramie, gdzie zamieszczała swoje zdjęcia. A on zawsze tam był i wspierał dobrym słowem. Teraz wydarzenia zatoczyły koło. Znowu był na fb, znowu publikował piękne, zapierające dech w piersiach zdjęcia, znów był jej tak bliski, jak przyjaciel, którego nigdy nie miała.

Taka to była historia, która odmieniła życie dwojga samotnych, nieznajomych ludzi. Zatraciła się w niej bez reszty. A gdzie człowiekowi zaczyna zależeć, tam staje się bezbronny. I takim go właśnie teraz zobaczyła. Był taki uroczo miły w tym wszystkim, taki dla niej dobry. Teraz wychodziła na dwór nawet w deszcz, aby zmoknąć, aż do głębi serca. Nawet, gdy wiał wiatr, bo przewietrzał pokoje jej myśli. I nagle, nawet nie zauważyła kiedy, wyjrzało dla niej słońce. Spojrzała w górę, zwracając się do Boga: Dzisiaj proszę Cię, bez kolejki przyjmij mnie. Zapragnęła opowiedzieć mu o Zenku. O jej opoce. Jej wielkiej internetowej miłości, która przeniosła się na rzeczywisty grunt.

Teraz zaczynała każdy dzień od dbania o siebie z należytym szacunkiem, bo zaczęło jej na sobie zależeć. Miała dla kogo żyć. Miała dla kogo się starać. A więc najpierw bieganie, potem kąpiel i nasmarowanie ciała balsamem, a później ułożenie włosów, nałożenie podkładu i tuszu na rzęsy. Przygotowanie odpowiedniego ubioru i spacer. Pod tym samym niebem, gdzie wydarzyło się coś bardzo dla niej ważnego. Oto rozpoczął się zupełnie nowy rozdział w jej życiu, gdzie oczywiście nie mogło zabraknąć jej wielkiej miłości, najpierw do słów, a później do Zenka... I tak trwała wśród prozy, całkowicie niezainteresowana poezją. I nagle... Poezja stała się jej odbiciem, sposobem na życie. Perła zaczynała powoli błyszczeć i istnieć, wśród fal, muszli i bursztynów. Tylko, co dalej? I wtedy przyszła wiadomość: Kocham Cię moja skarbusiu... 💗 Zapragnęła znowu żyć. 

środa, 18 marca 2026

Otuleni wiosną

 Rozpoczął się nowy tydzień i przyniósł nowe wyzwania. Piję mocną herbatę i wspominam ten dzień. Oj, tak się nabiegałam, że teraz bolą mnie stopy. Sadowię się więc w fotelu i pozwalam aby myśli przepływały niespiesznie przez moją głowę. Podróż autobusem i ten zgiełk i hałas jaki towarzyszą miastu. Od którego odwykłam. No więc jadę na przednim siedzeniu i słyszę za placami płacz małego dziecka. Docieram do kasy, w tym miesiącu będę tam dwa razy. Witam się z miłą kasjerką, panią Halinką i już idę na przystanek, stoję tam 15 minut. Wreszcie jadę, płacz dziecka i zmieniający się krajobraz za szybą. Stawy Marczukowskie, a na nich łabędzie - para, na całe życie. Wysiadam po pół godzinie i wreszcie witają mnie znajome widoki. Zanim dotrę do sklepu, pójdę okrężną drogą, aby rozruszać mięśnie. I tak zamieniam zgiełk, na ciszę. Kołysze mnie śpiew ptaków, delikatny wiaterek tańczy z bezlistnymi jeszcze gałązkami. Odpływam i ja... 

Kocham ciszę i spokój, moją samotność. Kocham Ciebie Zenku, bo dajesz mi wszystko to, za czym tęsknię. I czego tak skrycie pragnę, choć nie potrafię o tym pisać. Jednak Ty pewnie się tego domyślasz. Ot, takie marzenia romantycznej kobiety. O takich historiach czytam. Nam może się to przydarzyć naprawdę. Trzeba tylko czasu, wrażliwości, no i chęci - a tego mi nie brakuje. No więc chciałabym kiedyś pokazać Ci to miejsce jak ze snu. Często mi się śnisz, bo tam jesteśmy razem. Otuleni delikatnym zapachem kwiatów i prowadzeni przez panią wiosnę przed siebie. I cóż ja tam dostrzegam? Świat. 

Wyciągam w Twoim kierunku moje dłonie, oplatam Cię nimi i nie chcę wypuścić, chcę tak trwać. Bo Ty dajesz mi szczęście. Budzę się i już Cię nie ma. Pozostaje to uczucie błogości na ustach, jak obietnica, że jeszcze się tam spotkamy, na granicy jawy i snu. 

***

Pocałunek ciepły

skrada się przez twarz

a w każdej mojej myśli

jesteś Ty i jestem ja

dajesz mi spokój

i ukojenie

łagodnie gładzisz

na granicy snu

otulam Cię skrzydłem anioła

pościel jeszcze pachnie Tobą

ramiona uśpione

jednym krótkim spojrzeniem

patrzę i ja

tęsknie na Ciebie

chwytam się tej myśli

jak koła ratunkowego

kiedy coraz bliżej nam

do nieba

kiedyś trzeba wstać

i iść przez siebie

otuli nas wiosna

skrzydła już złożone

budzą się głębokie

sny nieutulone

to nie one są szalone

szalona jest jawa

choćby przez upór

z jakim trzyma się

biegu wydarzeń

co jeszcze stanie się

naszym udziałem

jak zapamięta 

nas ta noc

co niedługo się tu rozgości

znów utoniemy w pocałunku

pełnym namiętności...


Białystok, 18.03.2026 r.

czwartek, 5 marca 2026

Miłość jest w powietrzu

 RANEK:

Śniło mi się, że szłam przed siebie w spódniczce, skarpetkach w groszki i takimż sweterku. Byłam w doskonałym humorze, że jest wiosna, słoneczko i wszystko do siebie pasuje. Pogoda była kompatybilna z nastrojem. Ktoś mi towarzyszył, ale zupełnie nie mogę sobie przypomnieć kto... Obudziłam się przed dziewiątą wypoczęta. 

Po małych zakupach wybrałam się na spacer w poszukiwaniu śladów wiosny. Byłam u czapli, bobrów i biegłam przez 30 minut. I nagle na niebie ujrzałam bociana. Szybko jednak zniknął mi z oczu. W parku było pusto. W lesie też. Pora było wracać. Na herbatę i sałatkę jarzynową.

Znów napisałeś. Choć kilka słów. Poprószyło. Pogoda przypominała mieszankę zimy i przedwiośnia. To tak jak we mnie: czasem słonko, a czasem grad. Niewypowiedziane słowa ciążą.

WIECZÓR:

Brakuje mi takiej osoby, do której mogłabym się przytulić i odnaleźć w tym uścisku balans i otuchę. A najbardziej łaknę rozmowy. Czułych słów wynikających z troski, wspólnych spacerów. Miłości... Żeby ktoś mnie zapytał: ,,Jak ci minął dzień?". Skłamałabym wtedy: ,,Dobrze". 

***

Miłość jest w powietrzu,

we wschodzącym słońcu.

Miłość jest w powietrzu,

kiedy dzień się ma ku końcowi.

I nie wiem, czy jesteś złudzeniem, 

nie wiem, czy to, co widzę, jest prawdziwe,

Ale jesteś czymś, w co muszę wierzyć.

Jesteś, kiedy cię potrzebuję.


Miłość jest w powietrzu,

w każdym widoku i każdym dźwięku. 

***

I stało się, zaczęłam biegać. Najpierw truchtem, pomalutku, a później nabierałam prędkości. To była taka spontaniczna decyzja, ku zdrowotności. Jedyna możliwa. Najlepsza. Teraz czuję się lekko, choć nierozgrzane mięśnie trochę bolą. Po zimie dałam sobie prezent: pozytywną myśl, którą zamienię w uśmiech na mojej twarzy. 

Myślę, że Maja jest ze mnie dumna. Ona wszak jest maratonką. Zapaloną sportsmenką. Podróżniczką. I przede wszystkim moją siostrą, z której biorę przykład. Kiedyś to ja pomagałam jej, w marzeniach, pasjach i nauce... Teraz ona pomaga mi się podnieść po każdym upadku.

Wierzę, że jeszcze spotka mnie coś dobrego, że za rogiem czeka miłość. Bo najtrudniej wstać, kiedy potknęliśmy się o swoje marzenia... Mam ich bez liku, choć nie pragnę wiele. Jedynie czułości. Jedynie odrobiny uwagi. Jedynie tej siły, którą Ty masz w sobie. Bo gdzieś tam na końcu najważniejszy jest człowiek. A Ty ujrzałeś we mnie kobietę godną miłości. Nigdy Ci tego nie zapomnę...