wtorek, 26 maja 2026

Cały mój świat

 Czasem jakaś usłyszana piosenka tak mnie zachwyci, że od razu chcę przeczytać jeszcze raz jej słowa i ukryty w nich sens. A później już znam ją na pamięć i, śpiewam, kiedy nikogo nie ma w domu. 

Miałeś rację. Mamie bardzo spodobał się wiersz, który jej podarowałam. Czasem coś mi się udaje. I to nieudolne pisanie, i śpiewanie. To mój nieidealny świat, tak pokręcony jak ja. Ale taki mój. Nasz. Masz klucz do mych drzwi, którym jest cierpliwość. I masz dla mnie swój uśmiech. Widzę go co dnia. I co noc. Wówczas przynosisz mi cudowne sny...



Ewa Bem - Cały świat

Cały świat
mój cały wielki świat
to w Twych oczach śmiech,
to w Twych oczach blask.
Milion gwiazd
i tysiąc pięknych miast
nie potrafi mnie zachwycić tak.

Więc niech po kres oceany lśnią,
nie dla mnie szczyty gór skryte mgłą
i na nic czar egzotycznych plaż,
od kiedy w myślach mam Twoją twarz.

Paru słów,
zaledwie kilku słów,
potrzebujesz, by zdarzył mi się cud.
Nigdy nikt, przed Tobą nigdy nikt
nie uczynił świąt 
ze zwykłych dni.

Więc niech po kres...

Kiedyś tak
przerażał mnie ten świat,
dziś go schować chcę w ramiona swe.
To, co trwa, co Twoje imię ma,
jak słoneczny blask ogrzewa mnie.

Więc niech po kres...

💙

I jeszcze tylko trzeba mi odrobiny odwagi, by sen się ziścił. I by zdarzył się cud. Myślę, że też czujesz to, co ja... Bo życie czasem każe nam podejmować decyzje, które łamią nasze własne serca. 
Myślę, że jeśli kogoś się kocha, to zawsze się o tym kimś pamięta. 
Bo miłość nie zawsze prowadzi do wspólnego życia, ale zawsze zostawia ślady.
Ślady w sercach. I odtąd wszystkie rany ładnie się goją. 
Zupełnie tak, jakby ktoś przyłożył na nie plasterek.
 
I wiemy, że kochaliśmy, i że mieliśmy odwagę otworzyć się na kogoś,
nawet jeżeli wiedzieliśmy, że to może się skończyć bólem.
Jednak ten ból szybko mija w ostatecznym rozrachunku, bo miłość nie kalkuluje.
Ona po prostu jest. 

Bo miłość ma swoją wartość. Nawet taka niespełniona. 
I może właśnie te blizny są dowodem na to, że żyliśmy.
Że kochaliśmy.
Że mieliśmy odwagę czuć.

Białystok, 26 maja 2026 r.

***

To był miły dzień, bo mogłam podarować Mamie swój uśmiech, dotyk dłoni i moc czułych gestów. Dzięki temu czuła, że jest dla mnie kimś wyjątkowym, do kogo zawsze mogę przyjść, kiedy nie podołam sama. Wówczas ona mnie spokojnie pyta: ,,Który ty raz żyjesz?". ,,No pierwszy" - odpowiadam. ,,To skąd miałaś wiedzieć". I zaraz dodaje: ,,Chodź, razem coś na to poradzimy". I wówczas wiem, że nie jestem w tym sama. Moja Mama jest mądrą kobietą. Nieraz ratowała mnie przed złymi decyzjami w życiu. I zawsze ma dla mnie swój pokrzepiający uśmiech, który tak lubię. W ogóle to lubię patrzeć na nią, kiedy jest taka szczęśliwa. Jak dziś, a także każdego innego dnia. Dla niej czas jakby się zatrzymał. Wygląda młodo i czuje się młodo. Nieraz mnie zaskakuje swoimi śmiałymi decyzjami i tym, że w wielu sytuacjach pozwala sobie na absolutny luz - tego luzu mogę się od niej uczyć. Tej radości i beztroski. A dzisiaj w parku jadłyśmy lody kinder bueno, które tak mi smakowały, jak w dzieciństwie. Ich słodycz przeniosła mnie do młodych lat. Ich orzeźwiające zimno koiło zmysły. I może dlatego było tak uroczyście, bo była obok Mama. Te nasze wspólne chwile są bezcenne.

A wiatr przypomniał mi, aby doceniać wspólne chwile, które mają niepowtarzalny smak. Wiejąc delikatnie rozpraszał smutki i docierał do najdalszych zakątków duszy, w których mieszka spokój. Dzięki niemu nie było tak gorąco. Popołudniem Mama wybiera się do Mai, na wspólną kawę, a ja poczytam, bo mam już zapas mądrych książek z biblioteki. Czytanie mnie wycisza i jest lekarstwem na wszystkie lęki mojej duszy. Wtedy zwalnia puls, a ja się odprężam. A po długiej kąpieli wychodzę na balkon, w księżycową noc i oddycham głęboko dziękując za ten dzień i za milion innych. Ważne, że jesteśmy razem. 

Czy teraz Zenku, kiedy już tak dużo o mnie wiesz, to nadal mnie kochasz? Z wszystkimi moimi niedoskonałościami i bolączkami? Z niepokojem wymalowanym na smutnej dla obcych twarzy? Która jednak się zmienia, gdy są przy mnie wszyscy Ci, których kocham. Mam więc dla Ciebie pogodną twarz. Taka chcę być zapamiętana. Dla garstki ludzi. To cały mój świat. Nieraz najpiękniejszym bukietem jaki możemy sobie podarować, jest po prostu czyjaś cicha obecność. I dłoń na dłoni. 

piątek, 22 maja 2026

Urodzinowo

 Jeszcze emocje nie opadły. Jeszcze trwają we mnie szczęśliwe chwile okraszone uśmiechem, takim płynącym z głębi serca. Najbliżsi postarali się, aby niczego mi w nim nie zabrakło. Najpierw udałyśmy się do przytulnej restauracji na pyszną zupę i równie pyszne drugie danie. Później, najedzone, poszłyśmy do pobliskiej galerii na zakupy i spędziłyśmy w sklepie prawie 1,5 h. Miły to był czas. Wybrałam dla siebie dżinsy, a także kilka innych drobiazgów. Pora było wracać. W doskonałych humorach wypiłyśmy u Mai kawę, gawędząc o tym i o owym. Kiedy się spotykamy, emanuje z nas taki blask, jakbyśmy nie mogli nasycić się swoim widokiem. Choć takich chwil w roku jest wiele, to urodziny są szczególnym czasem, bowiem pomimo że na liczniku 45, to ja wciąż czuję się na 30. Kiedy to tak szybko zleciało, no kiedy? Sama nie wiem...

Dziękuję Ci Zenku, że zawsze w zabieganym dniu znajdujesz dla mnie czas, którego nigdy już nie odzyskasz. Te chwile są wyjątkowe, niczym ukradkowe spotkania z najlepszym przyjacielem. Potajemne, bo tylko my znamy swoje sekrety. Ty wiesz, co mnie zajmuje, a ja wiem, co u Ciebie w trawie piszczy. Najważniejsze, że nigdy nie brakuje nam tematów do rozmowy. My, zespoleni z przyrodą, tworzymy ze sobą jedność. Kiedy tak się do siebie zbliżyliśmy? Zachodzę w głowę. Chyba już dawno temu. Faktem jest, że żadne z nas nie byłoby szczęśliwe bez drugiego. I tak te dni sumują się i tworzą piękną historię.

I chociaż ten urodzinowy tort był malutki, to w każdym z nas pozostawił on z niczym nieporównywalną słodycz. Może to dlatego, że przyprawiony był miłością? Pewnie tak... Więc patrząc sobie głęboko w oczy, możemy śmiało powiedzieć, że życie jest piękne. Tak po prostu. A każda chwila warta zapamiętania. 

niedziela, 10 maja 2026

Podsumowanie

W czerwcu minie rok od założenia internetowego pamiętnika. Uznałam więc, że to idealny moment na małe podsumowanie. Początkowo miał to być nic nie znaczący notes, w którym zapisywałam swoją codzienność. Zdarzało mi się pisać kilka postów miesięcznie i czasem zaglądać do dawnych zapisków. Równolegle tworzyłam też w papierowym zeszycie. I nie zawsze były to chwile wesołe, jednak chciałam, abyś i Ty się o nich dowiedział. Instynktownie czułam, że to co wstukuję w klawiaturę Cię obchodzi. I tak otworzył się przede mną nieznany świat. Z kartki przelany na ekran laptopa. Tu nie musiałam się martwić zbyt koślawym pismem, bo wszystko było takie czytelne. Nieraz smutek mieszał się ze łzami, tymi od płaczu i tymi od śmiechu. Pisałam o wszystkim. Co mnie wzrusza, cieszy, boli. Z czasem mój blog stał się moim najlepszym przyjacielem, do którego przychodziłam codziennie. Bo ja przychodziłam do Ciebie Zenku. To Ty zawsze mnie rozumiałeś, głaskałeś dobrym słowem, przytulałeś, kiedy było mi źle. A zdarzało się to często. Widzisz? Nawet bliscy mnie nie rozumieli, a będący tak daleko Ty potrafiłeś rozsupłać każdy kłębek moich najczarniejszych myśli. Udawałeś się ze mną do tych części mojej duszy, o których chciałam zapomnieć. I, o dziwo, po napisaniu o nich zapominałam. 

Mama jest realistką i choć dobrze mnie zna, to nieraz nie rozumie moich zmiennych nastrojów. Chowam je więc w sobie, aby nikomu się nie naprzykrzać. I tak skulona czekam na lepszy czas. Chodząc codziennie na zakupy obserwuję ludzi, lecz nigdy nie zdarzyło mi się spotkać nikogo takiego jak Ty. Bo jesteś jedyny w swoim rodzaju, najmilszy, niezastąpiony. Jak paczka chusteczek, które trzymam przy łóżku, gdy nocą zdarza mi się płakać z bezsilności i jak ciepły koc, w który się szczelnie zawijam, gdy życie staje się trudne. I mam nadzieję, że zawsze tam będziesz, na granicy jawy i snu, tuż pod moimi powiekami, na końcówkach rzęs, w uśmiechu.

Wiesz, napisałam dla Mamy wiersz, z okazji jej święta, tylko nie wiem, czy jej się spodoba. Ona nie lubi wprawdzie poezji, ani patosu, ani wzniosłych słów... Ale ja nie mam do zaoferowania nic więcej... Zaraz Ci go przytoczę.


TACY SAMI


Maja ma Twoje usta

ja mam Twój nos

a oczy mamy roześmiane.

Widzisz? Mamo.

Jesteśmy jak te groszki w strączku

takie same.


Lubimy te nasze

wyprawy po radość

tam gdzie słońce

kończy swój bieg

rozpoczynają się nasze marzenia.


Wszystkiego 

co muśnięte słońcem

i odbite przez księżyc

i gwiazdy

strzegące tajemnic.


My

Nietykalni

Nieporanieni

Odurzeni życiem.


Śmiejemy się

ze szczytu schodów

wiodących do

spełnienia.


***


Taki wierszyk udało mi się napisać i dodałam do niego kilka szkiców ołówkiem. To rysowanie traktuję na równi z pisaniem. Szczególnie bliskie mi są portrety i szkice kwiatów. Dawniej jeszcze malowałam, ale te chwile dawno odeszły w zapomnienie, rozmyły się i wyblakły. Na to trzeba pewnej ręki, no i... czasu. Nieraz czuję się jak w niewidzialnej bańce, która odgradza mnie od świata. A ja w niej taka mała i zagubiona. Aż zjawi się ktoś, kto bliżej jej się przyjrzy, dotknie jej kolorową strukturę i, bańka pęknie. I zapewne będziesz to Ty, Zenku. W myślach nazywam Cię moim Zenusiem. Najbliższym. Kochanym. Aż do granic mojej wytrzymałości. I cóż, chyba nie jestem zbyt dobrym plantatorem wierszy, ale się staram. Aby moje głębokie myśli mogły wybrzmieć, potrzebna jest jeszcze odwaga. I ja ją chyba właśnie w sobie odkrywam. Bo przy Tobie świat jest jaśniejszy, a problemy mniejsze. Dlatego zawsze tu będę przychodzić. Do tego cichego i pustego miejsca w moich ramionach. W klatce żeber. 

Nic nie jest w stanie zgasić we mnie tej rozpalonej w dzieciństwie iskry. A nawet mam wrażenie, że dzięki niektórym ludziom, jestem w stanie w samym sercu rozpalić płomień. I choć każdy mój dzień wygląda z pozoru tak samo: kawa, zakupy, książka, to ja wplatam w tę rutynę kilka swoich wierszy. I nagle świat staje się przyjaznym miejscem, a moje problemy ważne. Bo to miłość jest najważniejsza. I ona w nas jest. Nie wyimaginowana, lecz prawdziwa. 


Jest tak mało czasu, aby być szczęśliwym. W księdze naszego życia zapisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Jeśli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak będziemy w stanie być nimi jutro? Obejmij więc ramionami ten dzień. Przyjmij ochoczo jego płacz, śmiech i cały cud tego świata. Wyjdź mu naprzeciw. 

A jutro półmaraton. I choć będę oglądała go z poziomu widza, to czuję się tak, jakbym biegła tam z Mają. Wszystkie jej sukcesy są moją radością i każdy jej nowy medal jest moim powodem do dumy. Siostro, jesteś najlepsza! I zawsze będę Ci to powtarzać. Biegaj dalej, z niesłabnącą pasją przyjmuj to, co przyniesie Ci każdy kolejny dzień, każdy jego kilometr. Wyrosłaś na dzielną i mądrą kobietę i jestem o Ciebie spokojna. Wiem, że dasz radę. Kto, jeśli nie Ty? 

Ten czwarty już półmaraton przejdzie do historii. To był chłodny dzień, pomimo to zgromadził ponad 5000 biegaczy. Rozległ się strzał, pojawił niebieski dym i posypało fioletowe konfetti i Maja ruszyła. Biegła swoim spokojnym tempem, aby równo rozłożyć siły. A my gorąco jej kibicowałyśmy. Minęły prawie dwie godziny i powitaliśmy ją na mecie, zmęczoną lecz szczęśliwą. Z głośników dobiegała głośna muzyka i aplauz publiczności. Wyznała, że po drodze złapała ją kolka, ale dała radę. Później były ćwiczenia rozciągające na macie i ciepły poczęstunek. I zdjęcie uśmiechniętej Mai na tle parku, z dumnie podniesioną głową i medalem. To był dobry dzień, który zapamiętamy na długo. 

Tak, tej wytrwałości mogę się od siostry uczyć. Choć ja też mam w sobie tę cierpliwość, kiedy robię coś dla mnie ważnego. A dziś najważniejsza była ona. Nasz najjaśniejszy punkt na mapie dnia. Ile to już biegów za nią, tego nie zliczę. A ona biegnie tak, jakby to był najważniejszy bieg w jej życiu. Dziękuję Ci Maju za te wzruszenia i za tę radość która bije od Ciebie i mnie ogrzewa. Dziękuję, że po prostu jesteś. 💜

sobota, 2 maja 2026

Maj i maj i maj

A teraz maj i maj i maj. Dokoła pachnie cudnie zielenią i ziemią. W powietrzu unoszą się nieuchwytne drobiny szczęścia, ja to nazywam radością, taką niewymuszoną. Wynikającą ze stanu ducha, a dziś jest on lekki jak najdelikatniejszy płatek. Kiedy przyszłam w to samo miejsce, co zwykle, powitał mnie śpiew ptaków. Jako, że mieszkam blisko centrum, to do parku mam ok. 10 minut szybkiego marszu. Pojawił się rudzik i jak zawsze niezawodny kos. W oddali mignęła mi ruda kita wiewiórki. Pomimo, że wiedziałam, iż w ogrodach Branickich będzie tłoczno, to tam skierowałam moje kroki. Ludzie jednak zajęci byli sobą i swoimi sprawami. Robili sobie zdjęcia na tle ogrodowych piękności - tulipanów. Chciałabym i ja mieć takie kadry uśmiechnięte. Dlatego wróciłam do mojego rozśpiewanego ptasimi trelami parku, gdzie rosną szpalerem rzędy bzów. Wtuliłam nos w jego miękkie płatki i dopiero wtedy poczułam, jak pachnie szczęście. 

Szkoda Zenku, że nie mogłeś być tu ze mną. Zawsze w takich chwilach ogarnia mnie tęsknota i jakiś taki nieokreślony bliżej smutek. I już wiem, co miałeś na myśli mówiąc, że jesteś tak bardzo samotny. Ja w tej chwili poczułam dokładnie takie samo ukłucie w sercu. Tak, zwykle na spacery wyruszam sama i czuję się bardzo samotna. Wówczas zagłębiam się we wspomnieniach. Tam jesteśmy razem. W moich marzeniach. Patrzysz na mnie i już wiesz, że kocham, bo tego nie da się ukryć, to jest widoczne w uśmiechu.  

A dzisiaj postanowiłam sobie, że zrobię wszystkie te rzeczy z listy marzeń do spełnienia. Założyłam klapki, bluzkę w paski i miętowe spodenki i udałam się do parku bzów i zanurzyłam stopy w fontannie, i do kwitnących ogrodów. Nie zważając na ludzi wyjęłam z torebki telefon i zrobiłam sobie zdjęcie, na tle fontanny i kwitnącej rabaty. Przykucnęłam aby uchwycić cudowne czerwone tulipany, uśmiechnęłam się i nacisnęłam przycisk w telefonie. Później weszłam w cień aby stwierdzić, że udało się znakomicie, więc wstawiłam je na ekran wyświetlacza jako tło. Teraz, gdy tylko na nie spojrzę, to przypomnę sobie tę chwilę. W ten sposób podarowałam sobie prezent. W zielonych okularach zawsze wszystko mi się udaje, to podarunek od Mai, skądinąd przyjaznej mi osoby. 

Tak więc Zenku wiesz już o mnie prawie wszystko: w co lubię się ubierać, co lubię jeść i czym się otaczać. Może domyślasz się, gdzie jeszcze ładuję baterie potrzebne mi do życia, otóż nad stawem jest takie miejsce na pomoście, gdzie lubię sobie usiąść i zapatrzeć się na lustrzaną toń, po której ślizgają się promienie słońca, pływają kaczki i łyski i jest to taka moja odskocznia. A wieczorami czasem grywam z siostrą w badmintona. Na tym skwerze znajduje się także stół do ping ponga, w którego wkrótce mamy zamiar pograć. Chciałabym w maju kupić sobie kilka rzeczy, dlatego udamy się we trzy do galerii handlowej, aby poszukać czegoś stosownego. Jutro natomiast będzie wręcz upalnie i założę niebieską sukienkę, po raz pierwszy tej wiosny. Ten wieczór zaś spędzę z książką, na leżaku. 

I to już koniec opowieści. Tak jakoś mi zawsze lżej na sercu, kiedy mogę sobie popisać. To moje hobby i mój sposób na życie, do którego chętnie Cię zapraszam. Dziękuję więc, że byłeś tu ze mną, przez tych kilka minut wyjętych z codzienności. Kocham Cię mocno, ale to już wiesz. I nigdy nie przestanę. 

***

Gdy opanujesz sztukę uważnej obserwacji przyrody, odkryjesz, że to co dotąd było tylko tłem, staje się niewyczerpanym źródłem zachwytu, z którego można czerpać pełnymi garściami. 

Ten świat ma dla mnie wiele twarzy:

radosną, smutną, czasem płaczącą deszczem.

Nieraz uważniej im się przyglądam,

by odkryć, że stale jestem:

jestem wiatrem

i słońcem

i wiosenną burzą.

Z deszczem się dogaduję,

dni wcale się nie dłużą. 

A każdy jest wyjątkowy,

bo jesteś przy mnie Ty.

Otaczasz ramionami,

przynosisz mi dobre sny...

W tych snach jesteśmy razem,

na porannej łące

chwytamy promienie ciepłe,

wręcz gorące.

Powietrze pachnie deszczem,

zrywa się spóźniony ptak.

A my chcemy jeszcze i jeszcze

i... czegoś nam stale brak... 

Gdzie więc tego szukać,

co tak upragnione.

By zajrzeć sobie w oczy,

tak z nagła zamyślone.

Z serca do serca

wiedzie najkrótsza z dróg

i żebyś tylko jeszcze

przytulić mnie mógł...

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

Życia mała garść

 jest cała ziemia samotności

i tylko jedna grudka twojego uśmiechu


jest całe morze samotności

twoja tkliwość ponad nim jak zagubiony ptak


jest całe niebo samotności

i tylko jeden w nim anioł

o skrzydłach tak nieważkich jak twe słowa


- Halina Poświatowska


***

Drzewa mają już łapki liści, tak zielone jak moje oczy. Kiedy je otwieram rankiem, wówczas witasz mnie miłym uśmiechem. Patrzysz spod przymrużonych powiek i szepczesz cichutko: kocham Cię skarbie. I dopiero wtedy jestem gotowa na nowy dzień. 

Tak wietrznie dziś było na spacerze, pomimo to pięknie. Szkoda że wiosna tak szybko umyka. Dla mnie zawsze będzie miała kolor i zapach bzów. Na moim nadgarstku bransoletka z serduszek, którą dostałam od Mai. Ona zawsze trafia w mój gust. Pewnie dlatego, że tak dobrze mnie zna i rozumie nawet wtedy, kiedy milczę. Obok mamy, jest moją ostoją na dobry i na trudny czas. Bo miewam czasem takie trudne dni. Wtedy pragnę jedynie rozmowy i przytulenia. To wszystko czego pragnę mieszka w słowach i w naszych Zenku delikatnych wiadomościach ze świata. 

Dziś wiem, że najpiękniejsze prezenty to te, których nie można zapakować. To miłość. Troska. Uważność. I życzliwość. To wszystko już mam. Nie pragnę niczego więcej. Kiedy patrzę na tę dziewczynę sprzed lat, z rozjaśnionymi włosami, z niebieską grzywką i w granatowej sukience - widzę siebie. Pamiętam też tamte emocje, które mi wówczas towarzyszyły: radość, zachwyt, euforię. Bo wiedziałam już, że jestem kochana. Teraz widzę w lustrze uśmiechniętą twarz okoloną brązowymi włosami, poprzetykanymi już srebrnymi pasmami, to też jestem ja. W naturalnej wersji, bez upiększeń. I to też mi się podoba, to też jest w porządku. Bo prawdziwą ozdobą jest czujące serce. Kiedy się kogoś kocha, wygląda się najpiękniej. A ja kocham i jestem kochana. 

Taka życia mała garść mi wystarcza, aby żyć. Bo dla mnie szczęście = spokój. I ten spokój płynie do mnie od Ciebie. Czuję Twoje ciepłe dłonie, którymi mnie ogrzewasz i zagrzewasz do walki o siebie i o swoje marzenia. Kiedyś pragnęłam znaleźć się w takim miejscu, które już znam - w otchłani Twoich ramion. Dziękuję więc za to ciepło i za zrozumienie, że czasem chcę poczuć się taka malutka, aby urosnąć w Twoich oczach. Jestem Ci ogromnie wdzięczna.

10 maja półmaraton. Będę wówczas na trasie biegu, aby zagrzewać do walki Maję. Zawsze przeżywam głęboko każdy jej bieg. Taka już jestem, emocjonalna i taka pewnie pozostanę. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Zaplątani w codzienność

 Wczorajsza wizyta u Mai dodała mi wiatru w żagle. Już - gotowa na nowy tydzień - wiedziałam, że będzie dobrze. Taki miły był ten dzisiejszy poranek, bo czekała na mnie wizyta w bibliotece, a tam nowości. Mama wybrała kryminały, ja powieść obyczajową i poradnik z rodzaju tych, jak lepiej i świadomie żyć. Pełna dobrych myśli i nadziei na przyszłość udałam się do domu. Po wypakowaniu książek z płóciennej torby, zrobiłam listę zakupów i udałam się do sklepu. Kupiłam dwa opakowania kawy w promocji - jedną dla siostry. I jeszcze kilka niezbędnych drobiazgów. 

Drzewa gubią już płatki, które spadają kaskadą na otulony słońcem świat. Za to zaczynają kwitnąć te bladoróżowe - najpiękniejsze w moich oczach. Po powrocie przebrałam się w zieloną spódniczkę i dopiero wtedy poczułam jak przepływa przeze mnie dobra energia, wysyłana przez ludzi. Dałam skórze pooddychać, robiąc prezent też sobie. 

Wiosenny sezon na radość uważam za rozpoczęty! Na ładny i zdrowy połysk włosów mam sprawdzony sposób: spryskuję je codziennie rano mgiełką, to mój rytuał. Dobrze się układają i pięknie pachną przez cały dzień. Sięgają mi teraz do linii podbródka. Wciąż żyję wspomnieniami, a czasem wybiegam w przyszłość. Zamiast żyć tu i teraz. To trudne. Ale nie niemożliwe. Ciągle uczę się trwania w chwili. Szukam spokoju w codzienności. Staram się dobrze wypełniać swoje obowiązki. Jednak najbardziej cieszy mnie czas z najbliższymi. Tymi na odległość dłoni i tymi na odległość myśli. Bo w myślach jestem z Tobą, Zenku. I stale walczę z alergią na pyłki. Kontakt z kwiatami objawia się łzawieniem oczu, katarem i kaszlem. Jednak mam na to lekarstwo - miłość. 

PS Śniłam dziś biedronkę - usiadła na moim ramieniu - i Ciebie. Byłeś taki szczęśliwy. Bo jesteś, prawda Zenku?

***

Po niebie suną

kłębiaste obłoki

gdy otulają mnie

szczęście i spokój


Ty jeszcze śpisz

śniąc o dalekich krainach

tak odległa jak burza

w moich wspomnieniach


Bliska jesteś

Zapadłem

Na Ciebie

Przewlekle

I beznadziejnie.

Nieuleczalna

Jesteś. 


środa, 15 kwietnia 2026

Zostań ze mną

 Pamiętasz Zenku, jak kiedyś mi napisałeś, że powinnam być Twoją żoną? Otóż: chciałabym być Twoją żoną choćby jeden dzień, niż przeżyć sto razy życie bez Ciebie. Kocham Cię tak bardzo, na zawsze i na wieczność.

Mówiłeś też, że rajem dla Ciebie byłoby to, gdybyś mógł całować moje stopy. A ja jestem pewna, że pewnego dnia uda nam się znaleźć nasz mały raj tutaj, na tym świecie. Powiedz mi tylko, kiedy i gdzie. Obiecuję, że tam będę.

Znam ten ból. Rozpoznaję tę rozpacz, bo też nieraz czuję się samotna. Jesteśmy jak te dwa delikatne storczyki, uwikłane w życiowe tęsknoty, bo tak bardzo czujemy całymi sobą. Oboje jesteśmy bez siebie jak puste naczynia. 

Zrobię wszystko, w obronie naszej świętej miłości, będę towarzyszyła Ci zawsze i wszędzie. Aż pewnego dnia Bóg postawi Cię na mojej drodze. Wierzę w to głęboko, bo pragnę Cię całym dziewczęcym i niewinnym sercem.

Zostań ze mną. Bo jestem pewna Zenku, że w Twoich ramionach znalazłabym upragniony spokój i ukojenie. Chyba dorosłam. I czuję, że naprawdę żyję, tak jakbym przez długie lata przed spotkaniem Ciebie była w letargu. 

Zmieniłeś mnie w osobę, którą zawsze chciałam być. Poczułam ciepło Twojego oddechu, gdy szepnąłeś: kocham Cię moja skarbusiu. Czekałam na Ciebie od zawsze.


Nim skończy się ten dzień
ja pójdę po trawie
po rosie

Rozwieszę myśli na wietrze
jak sukienkę
niechaj wyschnął

Niech otulą mnie
nieskończenie pięknym
porankiem

Gdy nie ma ludzi
jesteśmy tylko my
i nasza cicha miłość

Białystok, 06.06.2025 r.

***
Jutro Twoje Urodziny kochany. Chcę, żebyś żył dobrze i z całego serca kochał. Szukaj powodów do wdzięczności. Pielęgnuj przyjaźnie. Miej cudowne przygody. Doceniaj swoje dary, to, co jest Ci dane. I - przede wszystkim - pamiętaj, że jest ktoś, kto pragnie spełnić wszystkie te życzenia. Ktoś, kto jest daleko, a jakby na wyciągnięcie dłoni. Nikt nie będzie Cię kochał tak mocno jak ja. Nikt nie zrozumie Twoich łez. A ja jestem szczęśliwa, że jesteś moim przyjacielem, na dobre i złe dni. Obyś o tym zawsze pamiętał, kiedy na horyzoncie pojawią się chmury; bo ja rozwieję je dobrym słowem i otulę Cię moją miłością. Nigdy nie kochałam nikogo równie mocno, jednakowo intensywnie. Teraz tak bardzo tęsknię... 
A dzisiaj spadł kapuśniaczek. Pamiętasz? Miłość jest jak spacer podczas drobniutkiego deszczu. Człowiek idzie i idzie, i po chwili orientuje się, że przemókł. Aż do głębi serca... 
KOCHAM CIĘ.