W pewnej mądrej książce przeczytałam: Przecież wszyscy biegniemy do tej samej mety, tylko niektórzy po prostu dobiegną szybciej. To jedyny wyścig, w którym wygrywa ten, kto przybiegnie ostatni.
- Co jest za metą?
- To, co sobie wyobrazisz. Może lustro, przez które wszyscy musimy przejść? Ale takie sklepowe, takie które nas ulepsza. Może ogromna plaża? A może nic, ale tak bardzo ulotne, że jednak będziemy szczęśliwi.
Tak bardzo poruszył mnie ten tekst, że postanowiłam się nim z Tobą podzielić. Jak wszystkim, co piękne. Tak mnie wzruszyła nasza dzisiejsza rozmowa. Dla mnie byłbyś gotowy przemierzyć tyle kilometrów, tylko po to, żeby mnie zobaczyć. I choć tyle o mnie już wiesz, to wcale Cię to nie przeraża, że jestem chora, że moje postrzeganie świata jest zaburzone, bo ja nawet nie jestem pewna swojej wartości.
Przyznam, że byłoby pięknie móc poprzebywać z Tobą, ale zastanawiam się, czy nie zraziłabym Cię do siebie? Bo tak mało we mnie odwagi, tak mało siły przebicia tego szklanego pomieszczenia, w którym się znajduję.
Pani doktor mi powiedziała, że jestem chora na zakochanie, że to się często zdarza u osób z tą chorobą. Bo ja tak bardzo pragnę kochać, że spotkanie Ciebie było dla mnie wybawieniem. Wreszcie mam kogoś, komu mogę się zwierzyć, wyżalić. Zenku, czy nie przeszkadza Ci to, że jestem chora, tak mało samodzielna i taka lękliwa, że boję się każdej zmiany, każdej nowej sytuacji, w której bym się znalazła.
Że tak bardzo uciekam w świat zupełnie nierealny, bo wyobrażam sobie pewne rzeczy, które nie mają racji bytu i pewnie się nigdy nie wydarzą. Czy mogłoby nam się udać? Chociaż troszkę być blisko marzeń, blisko siebie?
Pytasz mnie, co na to moja mama. Ona jest realistką, więc nieraz trudno nam dojść do porozumienia. Ja wiem, że w naszym domu musi być ktoś, kto twardo stąpa po ziemi. Dlatego ucina każdą rozmowę zdaniem: I tak się pewnie nie odważysz wyjść ze swojej skorupy. To prawda, nieraz się do niej chowam, gdy świat wokół mnie pędzi jak szalony, ja pragnę wyciszenia emocji, które we mnie buzują.
Cóż w tym złego, że mam swój świat, do którego Cię zapraszam każdego dnia, bo wiem, że Ty jeden jesteś w stanie mnie zrozumieć. Ty i moja pani doktor, specjalista w dziedzinie psychiatrii. To właśnie z nią dzielę się swoimi obawami, a jej słowa wprowadzają głęboki spokój.
Chorzy na tą chorobę odbierają świat zupełnie inaczej, bardzo emocjonalnie. Kiedy każdy krok jest trudny do przejścia, w stronę normalności, ja cieszę się moim małym zwycięstwem... Bo teraz umiem o tym pisać i to nazwać. To chyba nazywa się Miłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz