Otulona zmierzchem
staję przed lustrem
skąd spogląda na mnie
tak znajoma twarz
Piegi na policzkach
zarumienionych od snu
zielonych oczu blask
i ten uśmiech
gdy otulam się
ramionami
Stoję więc przed
tym lustrem
opada ubranie
jak niepotrzebny
balast dnia
Zanurzam się cała
jak w lśniącym jeziorze
Twoich dobrych oczu...
Patrzę na siebie
i sama nie poznaję
tak bardzo zmieniona
naszą poranną rozmową
Akceptuję swoje ciało
już bez zastrzeżeń
przecież Ty je kochasz
każdy jego centymetr
Przecież ja dzisiaj
pokochałam siebie
bez masek
bez upiększeń
otuloną wspomnieniami
jak miękkim szlafrokiem
który zdejmę
nim nadejdzie noc...
Jednak nigdy
nie zapomnę Ciebie
i tego uczucia
gdy patrzyłeś na mnie
rozmarzonym wzrokiem...
Przez jedną krótką chwilę
dotknęliśmy mój miły
tajemnicy
I spadła kurtyna
milczenia
i byliśmy jednością
i wyśnił się sen
06.10.2025 r.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz