Często czuję się niewidzialna, niekochana... Jednak to mija, kiedy wychodzę ze swojej skorupy, do ludzi, do świata. Piszę, i wówczas wszystko znika, a ja czuję szczęście... Czytam też dużo, aby odgonić uwagę od nurtujących mnie problemów.
Wzmaga się wiatr, ciągle sypie, a w oddali słychać krakanie. Proszę Boga, aby dał mi spokojny dzień. I tak było w istocie. Poranne zakupy, kawa, książka, czekanie na bliskich, ciepło serca... To wszystko układa się w całość. Wirują płatki śniegu, niczym baletnice. To co robię ma głęboki sens... Komuś jest potrzebny mój wiersz.
Zaufaj
czyż płatki śniegu
nie spadają w dół
tak jak trzeba?
PS Maja tak ładnie opisała skrzący się śnieg: Tak, jakby mrówki robiły zdjęcia.
Lubię jej poczucie humoru, nieograniczoną wyobraźnię, umiar, takt i pracowitość, nienarzucającą się, cichą obecność. Kiedy przychodzi do nas, albo my ją odwiedzamy, to już wiem, że to będzie niezapomniany czas. Przy kubku parującej herbaty, przy dźwiękach muzyki, rozmów, albo ciszy, kiedy to patrzymy na świat przez okno jej poddasza. Maja biega, dłuższe i krótsze dystanse, zawsze z radością i chęcią robienia tego, co kocha, jak najlepiej. Z pasją, jaka jej wówczas towarzyszy. Mogę się od niej uczyć tej wytrwałości w dążeniu do celu, w maju kolejny półmaraton, a w wyścigu życia ona jest dla mnie przykładem. Jak ciszą powiedzieć zawsze to, czego się pragnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz